Rzeszowski szpital Pro-Familia, który dokonywał aborcji niepełnosprawnych dzieci i pozywał do sądu działaczy Fundacji Pro – Prawo do życia za podawanie tego do publicznej wiadomości, nie będzie więcej zabijał dzieci przed narodzeniem. Jako powód zaprzestania aborcyjnej działalności przez szpital, podano skorzystanie ze sprzeciwu sumienia przez wszystkich ginekologów pracujących w szpitalu. Szpital nie będzie więc przeprowadzał aborcji, ponieważ żaden z lekarzy nie chce w niej uczestniczyć.

Przypomnijmy, że jako pierwsze przeciw aborcji w szpitalu Pro-Familia zaprotestowały położne pracujące w tym szpitalu, a najodważniejsza z nich, Agata Rejman podała informacje o dokonywanych tam aborcjach do wiadomości publicznej. Szpital próbował zastraszyć położną, grożąc jej sankcjami finansowymi. W obronie położnej wystąpili wolontariusze Fundacji Pro – Prawo do życia, organizując pikiety pod szpitalem i w innych miejscach w Rzeszowie. Szpital zareagował na to pozwami sądowymi skierowanymi przeciw organizatorom pikiet, Jackowi Kotuli i Przemysławowi Syczowi. To jednak nie przestraszyło naszych działaczy – zgromadzenia były nadal organizowane, pod Szpitalem wykupiliśmy billboard informujący o trwającym wewnątrz procederze, a jedna z ostatnich pikiet transmitowana była przez ogólnopolską telewizję TVP Info.

Sąd cywilny uznał, że działacze Fundacji naruszyli dobre imię szpitala, twierdząc, że zabija się w nim chore dzieci Sąd karny natomiast uznał, że Kotula i Sycz nie dopuścili się zniesławienia szpitala, a nazywanie aborcji zabijaniem dzieci jest jak najbardziej uzasadnione. W obu sprawach obrońców życia reprezentował mecenas Jerzy Kwaśniewski z Instytutu Ordo Iuris. W sprawie cywilnej Kotula i Sycz złożyli wniosek o kasację.

Zaniechanie przez szpital Pro-Familia wykonywania aborcji pokazuje, że pikiety pod szpitalami są skutecznym narzędziem walki z aborcją.

W 2014 r. jeden z dyrektorów Szpitala Pro-Familia stwierdził, że „tego typu procedury [aborcje] powinny być wykonywane w każdym szpitalu”. Kilkadziesiąt pikiet zorganizowanych przez rzeszowskich działaczy Fundacji, najwyraźniej doprowadziło do obudzenia sumień ginekologów szpitala i w konsekwencji do zaniechania morderczych praktyk. Gdyby Kotula i Sycz dali się zastraszyć dyrekcji szpitala, do takiej sytuacji zapewne by nie doszło. Odwaga i wytrwałość budzą sumienia. Naszym celem jest obudzenie sumień wszystkich Polaków. Dlatego kontynuujemy kampanię „Szpitale bez aborterów”. Skoro najbardziej agresywny wobec naszych wolontariuszy szpital musiał zaprzestać zabijania dzieci, to znaczy, że możliwe jest powstrzymanie aborcji w każdym szpitalu. Potrzeba tylko odwagi i wytrwałości.

Mariusz Dzierżawski – członek zarządu Fundacji Pro-prawo do życia