Pielęgniarka szkolna w szkole w Baltimore wszczepiła 16-latce w ramię implant antykoncepcyjny. Pojawiły się komplikacje, bóle głowy, bóle ramienia. Matka poszukiwała przyczyny złego samopoczucia córki, lecz nie mogła jej znaleźć.

Gdy się okazało, że wszczepiono jej córce implant bez jej wiedzy i to w niewłaściwy sposób, co zagrażało życiu jej córki, była wściekła. Szkoła ma bowiem obowiązek zawiadomić ją o podaniu dziecku środka przeciwgorączkowego, ale już o wszczepieniu 3-letniego implantu, który może spowodować poważne konsekwencje medyczne nie muszą powiedzieć ani słowa.

Matka udała się do szkoły, ale pielęgniarka zbyła ją słowami: „Nie muszę z tobą rozmawiać absolutnie o niczym”. I było to prawdą. Prawo jest takie, że w USA w wielu szkołach nie tylko rozdaje się prezerwatywy czy pigułki antykoncepcyjne. Wszczepia się również antykoncepcyjne implanty czy zakłada wkładki domaciczne bez zgody czy wiedzy rodziców dziewczynkom od 11 roku życia! W majestacie prawa odbiera się rodzicom w tym zakresie prawa rodzicielskie w imię interesów koncernów farmaceutycznych, nawet kosztem zagrożenia zdrowia czy życia ich dzieci. Wiadomo bowiem, że jeśli 11-latka stosuje na stałe środki antykoncepcyjne, w których zawartość hormonów jest kilkaset (!) razy wyższa niż ta, produkowana przez jej organizm, to będzie to odbijać się na jej zdrowiu. Nie wspominając już o seksualizacji tych dzieci, którym przyzwala się przez to na przedwczesną inicjację seksualną. Jest to również przestrzeń do działania pedofili, bo zabezpiecza się ich zarówno przed skutkami ich działań, czyli ciążą jak i przed wiedzą rodziców skrzywdzonych dzieci.

Również w Polsce wiele środowisk promuje bezpłatną antykoncepcję dla nastolatek bez wiedzy rodziców. Warto wiedzieć, że takie postulaty zabezpieczają jedynie interesy koncernów farmaceutycznych, a łamiąc podstawowe prawa rodziców stanowią niejednokrotnie śmiertelne zagrożenie dla dzieci i nastolatek.

Źródło: https://www.lifenews.com/…permission/

Autor: Aleksandra Musiał