Jeszcze niedawno w Warszawie bardzo chętnie promowano Kartę LGBT, zapowiadając seksualizującą edukację według standardów WHO w warszawskich szkołach. Warto tu przypomnieć, że za standardy, które mogą wyrządzić tak ogromną krzywdę dzieciom, WHO nie bierze odpowiedzialności.

Społeczność zareagowała w sposób słuszny – nie milkły głosy rodziców i obywateli oburzonych faktem uprzywilejowania określonej grupy ludzi. Wielu z nich pobrało oświadczenie do szkoły, że nie zgadzają się na zajęcia o tematyce deprawacyjnej oraz poradnik „Jak powstrzymać pedofila?„, gdzie można pogłębić wiedzę o tym, do czego prowadzi taka edukacja.

Presja odniosła oczekiwany skutek. Co prawda miasto nie wycofało się ze szkodliwych zapisów, jednak warszawscy urzędnicy przyznali, że aktualnie „miasto nie planuje wprowadzenia do szkół zajęć dodatkowych z zakresu edukacji seksualnej”. Również wiceprezydent Renata Kaznowska poinformowała na sesji Rady Miasta, że w budżecie na bieżący rok nie zaplanowano środków na wdrażanie Deklaracji LGBT.

Jest to co prawda wygrana bitwa, jednak nie wojna. Dziś oburzenie społeczeństwa sprawiło, że dzieci nie będą krzywdzone. Jutro jednak po cichu urzędnicy mogą znów wdrożyć określone zapisy, tak jak po cichu przymusza się w urzędach, a nawet prywatnych miejscach pracy, tak jak IKEA, do traktowania osób identyfikujących się z ideologią LGBT przychylniej.

W Warszawie mamy katastrofę ekologiczną – szambo zatruwa rzekę. Podobnie urzędnicy przychylni deprawacji seksualnej chcą szambem zatruć umysły dzieci i młodzieży.

Autor: Cecylia Szymanowska