Jeszcze w kwietniu Grzegorz Schetyna deklarował poparcie dla związków partnerskich. „Jestem przekonany, że jeśli wygramy wybory, to uchwalimy związki partnerskie. […] Klimat społeczny się zmienił, Polska dojrzała do związków partnerskich, społeczeństwo przyzwyczaja się do tego, że to jest coś normalnego – powiedział w wywiadzie dla Newsweeka. Wyraźnie widać było wtedy flirt Platformy z lewicą. W skład Koalicji Europejskiej weszła również Nowoczesna, SLD i Partia Zieloni. Skręt w lewo był bezdyskusyjny.

Najwyraźniej wynik wyborów do PE nie pozostawił Schetynie złudzeń. Mimo że Koalicja Europejska zrzeszała w sobie wiele centrowo-lewicowych środowisk, które miały zapewnić byłej Platformie mocny wynik, zagłosowało na nią 38% Polaków. Stanowiło to dobry wynik, plasujący Koalicję na drugim miejscu, jednak nie na taki liczyła Koalicja, która z partią wiodącą przegrała o mocne 7%.

Taktykę zmieniono tuż po wyborach – czołowi publicyści KE mówili o potrzebie pozbycia się pogardy w stosunku do konserwatywnych Polaków. Gdzieniegdzie żartowano, że wiece członków KE będą zaczynać się od „Szczęść Boże”, żeby podlizać się elektoratowi. Stało się jednak jasne, że poparcie dla lewicowych postulatów – czyli skręt w kierunku legalizacji zabijania nienarodzonych oraz przywilejów dla mniejszości seksualnych nie wyszedł Platformie na dobre.

Nie dziwi więc, że populiści z Platformy stwierdzili, że nie chcą poruszać tych tematów w kampanii. Decyzja była o tyle oczywista, że partie, które swoje postulaty oparły na ultralewicowych dążeniach do aborcji i „świeckim państwie”, przegrały wybory do PE. Grzegorz Schetyna stwierdził więc w radiowej Trójce, że w jego kampanii nie będzie miejsca na temat legalizacji zabijania nienarodzonych czy też związki partnerskie.

Populizm byłych platformersów jest wręcz legendarny – cieszy jednak fakt, że żeby wygrać, partia musi wyzbyć się zabójczych i dyskryminujących postulatów.

Autor: Cecylia Szymanowska

Źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,24988625,schetyna-nie-chce-zwiazkow-partnerskich-ani-aborcji-jeszcze.html