Publiczne pokazywanie prawdy o okrutnym i krwawym procederze aborcji budzi skrajne emocje. Od energicznych, spontanicznych gestów i słów poparcia poprzez obojętność graniczącą z ignorancją, aż po pełne agresji i złości krzyki oraz wulgarne komunikaty niewerbalne. Chyba żadna inna dziedzina działalności społecznej nie naraża człowieka na obcowanie z tak wieloma nieprzychylnymi reakcjami.

Dlaczego tak się dzieje, że obrona praw najmłodszych dzieci jest tak niemile widziana w wielu środowiskach? W każdej epoce była grupa ludzi drugiej kategorii czy wręcz podludzi, którym odmawiano człowieczeństwa i godności, aby dać sobie łatwe przyzwolenie na legalne ich prześladowanie, zniewolenie oraz eksterminację. Dawniej byli to np. niewolnicy, czarnoskórzy, Indianie, Żydzi, dzieci nieślubne i wielu innych. Ci, którzy walczyli o ich prawa, byli postrzegani jako niespełna rozumu pomyleńcy.

Współczesną grupą wykluczonych są dzieci nienarodzone, którym wbrew oczywistym faktom naukowym odmawia się człowieczeństwa, co daje zielone światło do masowej ich eksterminacji. W wyniku aborcji na całym świecie ginie średnio 50 milionów osób rocznie. Jakoś większość organizacji walczących o prawa człowieka nie dostrzega dziejącego się na naszych oczach masowego ludobójstwa.

Ma Pani dzieci?

Podczas pikiet pokazujących prawdę o aborcji pod naszym adresem bardzo często pada pytanie „czy ma pani/pan dzieci?” A jakie to ma znaczenie? Czy trzeba być lekarzem, aby wiedzieć, że np. palenie papierosów jest niezdrowe? Czy trzeba być czarnoskórym, aby być przeciwnikiem rasizmu? Czy trzeba być kierowcą, aby wiedzieć że jazda po pijanemu jest niebezpieczna?

Odmawianie osobom bezdzietnym prawa do stawania w obronie dzieci nienarodzonych jest wysoce nieracjonalne i służy jedynie za pretekst, żeby zdyskredytować te osoby jako obrońców najmłodszych ludzi i podać w wątpliwość sens tego, co robią. A nuż te osoby mogą mieć za dużo czasu i energii do działania i być zbyt śmiałe czy odważne, bo mogą sobie pozwolić na większe ryzyko. Choćby taka Mary Wagner… Gdyby miała dzieci, z oczywistych względów nie mogłaby pozwolić sobie na systematyczne ingerowanie w „działalność gospodarczą” kanadyjskich fabryk śmierci, co w tamtejszym jakże postępowym i nowoczesnym kraju nieodzownie wiąże się z czasową utratą wolności.

Działalność pro-life nie jest oczywiście domeną osób bezdzietnych, mimo, że takowych nie brakuje w tych szeregach. Z kolei gdy wolontariusze pojawiają się na pikietach z dziećmi, zarzuca się im, że narażają swoje potomstwo na obcowanie z koszmarnymi zdjęciami i wykorzystują je do akcji politycznych. Tak źle i tak niedobrze. Natomiast udział dzieci w proaborcyjnych marszach i pikietach (gdzie nie brakuje wulgarnych tekstów i obrazów) nie jest uważany za coś niestosownego, wszak to korzystanie z prawa wyboru i wdrażanie najmłodszych w świat wolności słowa i wyrazu. A tymczasem zabieranie dzieci na tego typu wydarzenia ma takie logiczne uzasadnienie jak wspólne wyjście z osobą czarnoskórą na zlot członków Ku Klux Klanu…

Zajmijcie się czymś innym

Dlaczego nie zajmiecie się chorymi w szpitalach? Czy pomagacie dzieciom niepełnosprawnym oraz z domów dziecka?” to kolejna częsta próba odwrócenia uwagi od istoty problemu, na który zwracamy uwagę podczas publicznych akcji. Nikt nie pyta ortopedy, dlaczego nie zajmuje się trzustką. Nikt nie ma pretensji do fundacji pomagającej dzieciom chorym na cukrzycę o to, że nie organizuje pomocy dla osób bezdomnych…

Każdy człowiek, każda organizacja ma prawo wybrać sobie obszar działania, na którym skupia szczególną uwagę – gdzie jest owo święte prawo wyboru? Dziwnym trafem tylko proliferom zarzuca się, że nie działają na wszystkich frontach i nie pomagają wszystkim potrzebującym na Ziemi. My nie pytamy osób działających w innych niż nasz obszarach „co zrobiliście dla nienarodzonych?” A tak się składa, że większość proliferów mniej lub bardziej angażuje w różnorodną pomoc na rzecz urodzonych już osób.

Dzieci patrzą! – zasłanianie się dzieckiem jako argument ostateczny

Czy nie wstyd wam, że na to patrzą dzieci?” – to pytanie ma „uświadomić” nam, że narażamy dzieci na traumatyczne przeżycia, będące skutkiem patrzenia na zdjęcia ofiar aborcji. Nasze wielokrotne obserwacje reakcji małoletnich jednoznacznie wskazują, że małe dzieci w ogóle nie zwracają uwagi na obrazy (często będące poza zasięgiem ich wzroku), z kolei starsze dzieci reagują bądź to obojętnie bądź wyrażają mniejsze lub większe zaciekawienie. I to zaciekawienie właśnie budzi największy niepokój wśród dorosłych – no bo jak odpowiedzieć na racjonalne pytanie dziecka „Co to jest?”. I tu zaczynają się schody, na których można dostać nie lada zadyszki… Trzeba się nieźle natrudzić by wyjaśnić dziecku co to jest w sytuacji, gdy światopogląd z silnie ugruntowanymi mechanizmami zaprzeczeń uniemożliwia powiedzenie młodemu człowiekowi prawdy w sposób dostosowany do jego wieku i poziomu percepcji. A nuż latorośl zada kolejne niewygodne pytanie i uparcie będzie drążyła temat…

Reakcja dziecka zazwyczaj jest odzwierciedleniem zachowania dorosłego. Nie trzeba być psychologiem, aby wiedzieć, że dziecko przejmuje emocje i sposób percepcji bliskich mu dorosłych. Gdy rodzic reaguje niepokojem i złością, trudno oczekiwać by dziecko było spokojne.

Poziom zmanipulowania ludzi wieloletnią proaborcyjną propagandą jest porażający. Nasi rozmówcy, wytrwale broniący swoich proaborcyjnych poglądów przeważnie są ludźmi inteligentnymi. Widać, że wielu spośród nich to dobrzy ludzie wrażliwi na ludzką krzywdę i zdolni do ofiarnej pomocy innym, ale ich oczy są niejako na uwięzi jeśli chodzi o uznanie człowieczeństwa i praw dzieci nienarodzonych. Dlaczego tak się dzieje, że widząc wiele, nie chcą lub nie mogą dostrzec jeszcze tego jednego? Musimy pamiętać, kto jest ojcem kłamstwa i czyim wynalazkiem jest aborcja. To, że ktoś nie wierzy w świat duchowy, nie oznacza, że on nie istnieje. Trwa odwieczna walka Dobra ze złem. Jesteśmy na wojnie duchowej i o tym musimy pamiętać.

Znamienne jest to, że zwolennicy zabijania nienarodzonych dzieci często swoimi wypowiedziami, krzykiem, gestami chcą wywołać w nas poczucie winy, wstydu i zażenowania. To my mamy mieć wyrzuty sumienia i nam ma być głupio, nieswojo z powodu tego, co robimy. A ci, którzy skracają życie niechcianym dzieciom lub akceptują ten proceder, mogą mieć powód do zadowolenia jako dobroczyńcy kobiet i ludzkości jako takiej – zwłaszcza teraz gdy klimat jest zagrożony.

My zaś systematycznie zasiewamy ziarno prawdy, które pada na różną glebę i może wydać plony, które nie od razu zobaczymy. Niektóre z nich wzejdą szybko, inne z kolei dopiero za kilka, kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt lat.

Autor: Katarzyna Uroda