Organizacja pozarządowa Care Quality Commission przygotowała niedawno raport na temat jakości „usług” świadczonych przez sieć placówek aborcyjnych Marie Stopes International w Wielkiej Brytanii. Obala on ostatecznie argument jakoby zalegalizowana aborcja miała być bezpieczna dla matek, bo jak wiadomo dla dzieci bezpieczna nie jest w żadnym wypadku.

Główne wnioski raportu są zatrważające. Większość personelu nie ma przeszkolenia dotyczącego ratowania życia w przypadku pojawienia się komplikacji. Taki personel „podejmował decyzje w sprawach dotyczących dzieci przychodzących do kliniki.” W przypadku aborcji chirurgicznych w przygotowaniu do zabiegu nie uczestniczył chirurg ani anastezjolog. Rzadko myto ręce, używano odzieży ochronnej, wiele do życzenia pozostawiał również przygotowania przed zabiegiem chirurgicznym. Nie wdrożono również systemów kontroli infekcji.

Raport podniósł również, iż personel nie zwracał uwagi na to, czy dziecko decydujące się na aborcję jest świadome swojej decyzji. W żadnym przypadku nie sugerowano dziecku, by zapytać rodzica o zdanie. Co więcej, pacjentów zniechęcano również do szukania wsparcia u partnera, przyjaciela lub rodzica, a „towarzyszące osoby wspierające były proszone o opuszczenie budynku”.

Najgorsza sytuacja jest w placówce w Maidstone, gdzie rocznie zabijanych jest blisko 70 tysięcy nienarodzonych dzieci. Za jedno pozbawienie życia inkasują 546-2040 funtów, w zależności od wieku dziecka. Łatwo można policzyć, że biznes aborcyjny przynosi im dziesiątki, jeśli nie setki milionów funtów rocznie.

Praktyka pokazuje, że legalizacja zabijania dzieci nie przynosi żadnego dobra. Nie jest ani bezpieczna dla matek, ani nie ma nic wspólnego z „wolnością wyboru” czy też godnością kobiet. Jest brud, nacisk, czy jak to wyrażono w raporcie – traktowanie kobiet jako „targowiska z bydłem”. Wszystko po to, by zarobić jak największe, brudne i splamione krwią pieniądze.

Aleksandra Musiał – Fundacja Pro-Prawo do Życia