Moje dziecko ma teraz 4 lata, ale wciąż nie zgłosiłam nikomu namawiania mnie do pozbycia się go. Nie pragnę zemsty ani zaszkodzenia lekarzowi, który mnie do tego namawiał, ale chcę, żeby inne kobiety, które są manipulowane przez nierzetelnych lekarzy, nie dały łatwo za wygraną.

U mojej córki zdiagnozowano podejrzenie zespołu Downa (ryzyko 4:1)  w teście Pappa, po niekorzystnym wyniku badaniu fałdu karkowego. Lekarz wykonujący USG przyznał, że w parze z moim wiekiem (36l), wynik testu Pappa będzie z pewnością niekorzystny. Faktycznie był. Dodam, że ten lekarz wspomniał o badaniu potwierdzającym – amniopunkcji, która jednakże nie daje stuprocentowej pewności, oraz o badaniach wykonywanych za granicą, które już ją dają.

Lekarz prowadzący ciąże, pan Zbigniew Dżugała w centrum Medicover w Warszawie, wezwał mnie na rozmowę, która miała mnie przygotować na to, co „można teraz zrobić”. Wynik znałam już z profilu pacjenta, w którym napisano, że „odbiega od normy i należy skonsultować ze specjalistą”. Pan Dżugała skupił się na przedstawieniu mi zagrożeń zdrowotnych dziecka upośledzonego w wyniku istnienia zespołu Downa lub Turnera. Pytal, co chcę zrobić, ale nie przedstawił mi innej rady, jak tylko wykonanie amniopunkcji, która pozwoli na uzyskanie większej pewności. Zastrzegł jednak, że takie badanie musi być wykonane jak najszybciej, żeby był czas na „wyhodowanie tkanki” w czasie pozwalającym na terminację płodu w granicach prawa.

Kiedy odmówiłąm badania, pan Dżugała wymógł na mnie spisanie oświadczenia, w którym potwierdzam, że zostałam poinformowana o skutkach utrzymania ciąży obarczonej tak wysokim ryzykiem wad genetycznych oraz, że dobrowolnie odmówiłam dalszej diagnostyki w tym zakresie.

W trakcie kolejnego badania USG nie znaleziono markerów świadczących o obecności wad genetycznych, zapis badania był prawidłowy. Lekarz prowadzący, pan Dżugała, po ich odczytaniu, nawet nie skojarzył pacjentki, której miesiąc wcześniej, z dużym zatroskaniem proponował pozbycie się „upośledzonego płodu”. Z uśmiechem przepisał rutynowe badania laboratoryjne.

Na kolejną wizytę już się nie umówiłam, centrum Medicover, ani lekarz prowadzący ciążę, nie uzali za stosowne sprawdzić, czy pacjentka z tak dużym zagrożeniem zdrowia uzyskała pomoc gdzie indziej i czy był powód jej odejścia z placówki.

Moja córka, która własnie skończyła 4 lata, nie ma wad genetycznych.

Dziękuję za Państwa zaangażowanie i determinację.

Katarzyna