Murem za Nalaskowskim!” – związani z toruńskim środowiskiem akademickim mają wrażenie, że już kiedyś to hasło słyszeli. Rzeczywiście, tak było! Nawet oskarżenia kierowane w kierunku wybitnego profesora są podobne: rzekoma homofobia i mowa nienawiści.

Tak było również w 2011 roku, gdy prof. Aleksander Nalaskowski pełnił funkcję dziekana. Już wtedy powoli, ale agresywnie lewicowe ideologie wdzierały się w mury uczelni. Profesor jednak nie bał się powiedzieć wprost, na łamach Frondy, że homoseksualizm nie jest normą, a osoby homoseksualne nie powinny adoptować dzieci. Tekst powstał, gdy na jaw wyszedł problem prowadzenia rodziny zastępczej przez homoseksualistów.

Nagonka przybrała, jak na tamte czasy, spore rozmiary. Profesora oskarżyły powstające wtedy jak grzyby po deszczu organizacje broniące praw LGBT, między innymi toruńska Pracownia Różnorodności, domagająca się „reakcji uczelni”. Jednak studenci stanęli za nim murem – zarówno Korporacja Akademicka Kujawja, organizująca wydarzenie mające na celu obronę profesora, która również wystosowała swój list do uczelni, jak i niezrzeszeni studenci i pracownicy uczelni, pozostający pod wrażeniem dorobku naukowego prof. Nalaskowskiego.

Dziś historia się powtarza. Jednak tym razem rektor UMK prof. Andrzej Tretyn poinformował, że prof. Nalaskowski mógł dopuścić się postępowania niegodnego nauczyciela akademickiego i zawiesił wybitnego pedagoga na trzy miesiące. Chodzi o artykuł „Wędrowni gwałciciele” zamieszczony w „Sieci” w którym prof. Aleksander Nalaskowski poruszał problem agresji środowisk LGBT, zaznaczając że nie można być biernym wobec ataków na nasze wartości.

Niedawno zrozumiałem, że żeby walczyć z ideologią LGBT trzeba użyć broni, której używa przeciwnik. Każdy ma prawo być zwolennikiem tej ideologii i głosić na jej cześć peany i piać z zachwytu, ale również każdy ma prawo do krytyki. Można też nie zgadzać się z moim felietonem, w którym świadomie użyłem języka, którego używa przeciwnik.” – skomentował fakt hejtu prof. Aleksander Nalaskowski.

Niestety, dziś tego języka używać może tylko strona lewicowa. Lewicowym profesorom wydalenie z uczelni w żadnym wypadku nie grozi. I to mimo kierowania nieraz słów pełnych nienawiści w konserwatywną stronę.

Źródła:
https://wpolityce.pl/polityka/116225-…na-celowniku
https://www.tvp.info/44343481/…go

Autor: Cecylia Szymanowska