Mam na imię Dagmara. Jestem ósmym dzieckiem moich rodziców. Dwoje dzieci zmarło wcześnie – jedno z powodu poronienia, drugie na skutek choroby, której medycyna wtedy nie wyleczyła. Mając tak traumatyczne przeżycia moi rodzice mogliby z łatwością podjąć decyzję, by późno poczęte dziecko – mnie, zabić. Mama miała lat 40, tata 46. Dzieci mieli odchowane. Wtedy pojawiłam się ja.

Na domiar wszystkiego mama zachorowała na różyczkę, gdy była w trzecim miesiącu ciąży. Lekarka sugerowała, że w tym wypadku trzeba zastanowić się nad aborcją, gdyż dziecko prawdopodobnie będzie chore. Cieszę się, że moi rodzice byli ludźmi prawego serca. Pomimo tego, że nie mogli potwierdzić mojego zdrowia na USG (wtedy nie było takiej możliwości), nie brali pod uwagę zabójstwa.

Moja mama oddawała mnie Maryi. W czwartym miesiącu ciąży poszła z pielgrzymką kobiet do Piekar. Zawierzyła moje życie. Po jakimś czasie okazało się, że jej ciąże zaczął prowadzić inny lekarz, który szanując decyzję rodziców nie chciał ich stresować, a moją mamę podnosił na duchu.

Dzięki Ich decyzji na ziemi żyję ja i dodatkowe 4 cztery osoby, a w Niebie czeka dwójka aniołków, gdyż mam sześcioro dzieci. Ile kolejnych pokoleń dostanie szansę ulepszenia tego świata dzięki jednemu „tak” dla życia…

Dagmara