Rzeczpospolita opublikowała 4.05.2019 tekst „Edukacja seksualna – mity i fakty według RPO”. Trudno stwierdzić, które z podanych w tym tekście informacji są faktami, a które mitami. W każdym razie warto się tezom tekstu uważnie przyjrzeć.

Po pierwsze autor tekstu odwołuje się do wypowiedzi p. Palomy Cuchi, dyrektorki przedstawicielstwa WHO w Polsce. Pani Cuchi twierdzi, że edukacja seksualna prowadzona w szkole powoduje: obniżenie liczby niechcianych ciąż wśród nastolatek, spadek zachorowań na infekcje przenoszone drogą płciową wśród osób w wieku 15-24 lat, spadek zakażeń wirusem HIV wśród osób w grupie wiekowej 15-24 lata, zmniejszenie skali homofobii i motywowanej nią przemocy, spadek liczby przestępstw na tle seksualnym. Jednak konkretnych danych szefowa przedstawicielstwa WHO podaje niewiele.

Z załączonego dokumentu można się dowiedzieć, że począwszy od roku 1975 liczba aborcji i porodów wśród nastolatek w Finlandii spadała. Kiedy w 1990 wprowadzono w tym kraju edukację seksualną liczba aborcji i porodów nadal spadała, tylko wolniej, a w roku 1994, mimo seksedukacji liczba porodów i aborcji wśród nastolatek zaczęła rosnąć i rosła przez następne 4 lata. Kiedy Finlandia zrezygnowała z edukacji seksualnej w roku 1998, obie liczby przez kilka lat rosły, a następnie zaczęły spadać i spadały do roku 2006, kiedy znowu wprowadzono seksedukację, co nie spowodowało istotnych zmian. Można więc przypuszczać, że jest to mit, który p. Cuchi chce rozpowszechniać. Potwierdzają to badania przeprowadzone przez Uniwersytet w Sheffield, które pokazały, że ograniczenie wydatków na edukację seksualną w 149 gminach angielskich, zaowocowały spadkiem ciąż wśród nastolatek o 42,6%.

Jeśli chodzi o spadek zachorowań na choroby weneryczne, WHO podaje tylko Estonię w przedziale 2001-2009. Rzeczywiście nastąpił tam duży spadek, ale nie wiemy czy miał związek z edukacją seksualną, bo żadnej informacji na ten temat dokument nie podaje. Media szwedzkie podawały, że w latach 90’ w Estonii szerzyła się prostytucja, której klientów dostarczali wyedukowani seksualnie Skandynawowie. Spadek zachorowań miał zapewne związek z podniesieniem poziomu życia w Estonii, co zmniejszyło ekonomiczną atrakcyjność prostytucji.

Co ciekawe dokument w odniesieniu do ciąż i aborcji wśród nastolatek, podaje tylko dane dotyczące Finlandii, a w odniesieniu do chorób wenerycznych tylko dotyczące Estonii. Nasuwa się przypuszczenie, że w innych krajach trudno było znaleźć statystyki choćby z pozoru korzystne dla seksedukatorów.

Dokładniejsze badanie potwierdza to podejrzenie. Liczba zarażeń HIV w Niemczech i Austrii wzrosła w latach 2001 -2009 o kilkadziesiąt procent (klik).

Z danych Europejskiego Centrum Prewencji Chorób (ECDC) wynika, że ryzyko zarażenia HIV w Europie Zachodniej jest znacznie wyższa niż w Polsce. Podobnie jest z zachorowaniami na kiłę i rzeżączkę. Co więcej liczba zachorowań na rzeżączkę w latach 2006-2010 wzrosła o ponad 50%, w takich krajach jak Francja, Belgia, Norwegia czy Austria, podczas gdy w Polsce w tym czasie spadła.

Katastrofalnie wyglądają dane dotyczące zachorowań na chlamydiozę. W Norwegii w 2017 roku było 477,9 zachorowan na 100 000 mieszkańców, w Szwecji 337,3 a w Wielkiej Brytanii 350,2. W Polsce wykryto 0,7 zachorowań na 100 000 mieszkańców.

Nawet pobieżne zapoznanie się z danymi ECDC pozwala stwierdzić, że twierdzenie p. Cuchi, że edukacja seksualna powoduje spadek zachorowań na choroby weneryczne jest bezczelnym kłamstwem.

Adamowi Bodnarowi można w najlepszym razie zarzucić ignorancję.

P. Cuchi twierdzi, że forsowana przez jej firmę sexedukacja pozwala kształtować zdrowe, silne i wartościowe relacje i związki. Nie wiemy na jakiej podstawie formułuje tę tezę. Wiemy natomiast, że realizacją zaleceń ze Standardów, zajmuje się poliamorystka, która praktykuje i zaleca posiadanie wielu partnerów seksualnych jednocześnie. Jest to jak najbardziej zgodne z zalecanym na stronie 43 Standardów, szacunkiem wobec różnych stylów życia, wartości i norm.

W tekście znajduje się też zaprzeczenie, że Standardy edukacji seksualnej w Europie zachęcają do masturbacji. Standardy są dostępne w Internecie, więc każdy może przeczytać na stronie 38, w kolumnie: Przekaż informacje na temat, Radość i przyjemność z dotykania własnego ciała, masturbacja w okresie wczesnego dzieciństwa. W przedszkolach szwajcarskich i niemieckich, gdzie Standardy są realizowane, dzieci są zachęcane do dotykania narządów płciowych. W wydanej w Polsce książce Wielka Księga Siusiaków, polecanej przez edukatorów seksualnych Pontonu, a przeznaczonych dla dzieci w wieku kilku lat znajduje się instrukcja masturbacji. Faktów tych RPO najwyraźniej nie zauważa.

Ciekawym przykładem zaprzeczania rzeczywistości, jest teza, że edukacja seksualna nie narusza prawa rodziców do wychowania dzieci. Aby tę karkołomną tezę przedstawić, p. Bodnar zaczyna od tego, że w Polsce udział w Wychowaniu do życia w rodzinie jest dobrowolny, aby za chwilę napisać, że jest to rozwiązanie niesatysfakcjonujące i domagać się wprowadzenia obowiązkowej seksedukacji. Przypomnijmy, że w Niemczech było wiele przypadków, kiedy rodzice chroniący dzieci przed obowiązkową sexedukacją w szkołach, trafiali do więzienia.

Adam Bodnar traktuje WHO, która jest agendą ONZ, z całkowitym zaufaniem. Warto przypomnieć ostrzeżenie profesora Andrew MacLeoda, byłego szefa Centrum Koordynacji ds. Kryzysu ONZ, który twierdzi, że molestowanie najmłodszych jest w tej organizacji na porządku dziennym. Według jego wyliczeń może tam pracować nawet 3000 pedofilów, którzy wykorzystują swoją pozycję i łatwy dostęp do dzieci, np. z państw trzeciego świata.

Obalenie zasad moralnych i uzależnienie dzieci od seksu. Odebranie rodzicom prawa do wychowania dzieci to cel Standardów edukacji seksualnej w Europie. Adam Bodnar występując w obronie tego dokumentu jest rzecznikiem zniewolenia, a nie praw obywatelskich.

Autor: Mariusz Dzierżawski