Feministki, które zbierają obecnie podpisy pod projektem ustawy, pozwalającym na zabijanie dzieci zdecydowały się znacznie rozszerzyć wachlarz barbarzyństwa, które w projekcie proponują. Nie wystarcza im postulat zabijania chorych dzieci do końca ciąży, a zdrowych do 3 miesiąca ciąży. Postanowiły do machiny śmierci zaprząc również dzieci już urodzone.

Po pierwsze już od zerówki mają się uczyć „o seksie”, od czwartej klasy wiedzieć już że mogą sobie tworzyć związki seksualne w różnych konfiguracjach płciowo-liczbowych, a od urodzenia powinny mieć dostęp do środków zapobiegania ciąży, w tym wczesnoporonnych typu ellaOne. Projekt zakłada bowiem, że nawet osoby całkowicie ubezwłasnowolnione, chore psychicznie, niezdolne do podejmowania decyzji (a więc również małe dzieci) chociaż nie mogą decydować o tym, czy mogą coś kupić, albo czy poddać się operacji, to mogą decydować o tym, czy pigułką ellaOne zabić swoje dziecko.

Co więcej dziewczynki, które ukończyły 15 rok życia mają mieć prawo do aborcji chirurgicznej na życzenie, bez zgody czy wiedzy rodzica. Dzięki temu będzie możliwość ukrycia pedofilii czy gwałtu na tych nastolatkach, bo oprawcom będzie łatwiej zamaskować rezultaty swoich zbrodni jeśli przymuszą dziewczynki do dokonania aborcji. A nowe prawo, gdyby weszło w życie im w tym pomoże.

Wygląda więc na to, że projekt „Ratujmy kobiety 2017” nie ma na celu ratowania kobiet. Zakłada bowiem zabijanie tych nienarodzonych i wykorzystywanie seksualne tych, którym udało się narodzić.

 

Aleksandra Musiał – Fundacja Pro-Prawo do Życia