Poseł PiS Dominik Tarczyński udzielił portalowi lifesitenews.com kłamliwego wywiadu, w którym zaprosił do Polski katolickich studentów oskarżonych o rasizm. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że przedstawił Prawo i Sprawiedliwość jako partię „pro-life” (sic!), a siebie jako wzór katolika w Parlamencie…. Oto, co dokładnie powiedział:

„Jestem członkiem polskiego Sejmu i członkiem partii politycznej Prawo i Sprawiedliwość. Została utworzona w 2001 roku. To partia konserwatywna i pro-life. (…) Uważam się za katolickiego polityka. Jestem tą samą osobą w Parlamencie i w Kościele. Nie mogę rozdzielić tego kim jestem w sejmie od tego w co wierzę w Kościele. Tak więc jestem katolikiem 24 godziny na dobę, a nie tylko w niedziele”.

Hipokryzja widocznie przysłoniła Tarczyńskiemu fakty. Przypomnijmy je mu.

Po pierwsze, ciężko nazywać partią pro-life ugrupowanie, które rządzi od 3,5 roku i przez ten czas nie kiwnęło palcem, żeby zmienić prawo, przez które 3 polskich dzieci w łonach matek jest mordowanych każdego dnia. PiS mając większość w Sejmie, Senacie i swojego Prezydenta nie tylko nie robi nic aby ratować dzieci, ale wręcz sabotuje wszystkie obywatelskie próby zmiany prawa na takie, które chroniłoby życie człowieka od poczęcia.

Po drugie Dominik Tarczyński głosował w 2016 roku za odrzuceniem projektu Stop Aborcji, który zakazałby rzezi niewiniątek w Polsce. Nie ma go również wśród 79 posłów PiS, którzy podpisali list do Trybunału Konstytucyjnego o niezwłoczne zajęcie się aborcją eugeniczną. Wygląda na to, że poseł wyżej niż przykazania Boże ceni zdanie Jarosława Kaczyńskiego, który wyraźnie pokazał, że jego partia nie zrobi z aborcją nic.

O tym poseł Tarczyński już nie wspomniał. W sumie nic dziwnego, nie pomogłoby to w lansowaniu się na znanym katolickim portalu.