Zdarza się, że gdy stoimy z plakatami antyaborcyjnymi, podchodzą do nas oburzeni ludzie twierdząc, że aborcje w Polsce dokonywane są do 12 tygodnia ciąży. Pomijając fakt, że z człowiekiem mamy do czynienia od momentu zapłodnienia i znamy świadectwa kobiet, które boleśnie się o tym przekonały, takie stwierdzenie jest kłamstwem.

Około 95% przypadków aborcji w Polsce (ponad 1000 rocznie) to tak zwane aborcje eugeniczne, a więc morderstwa osób podejrzanych o chorobę. Biorąc pod uwagę, że zdecydowaną większość testów prenatalnych wykonuje się po 12 tygodniu ciąży, aborcje eugeniczne wykonywane są głównie po tym terminie.

Jak głosi ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, „W przypadkach określonych w ust. 1 pkt 2 przerwanie ciąży jest dopuszczalne do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej”.

Jeśli według lekarzy dziecko nie osiagnęło zdolności życia poza organizmem matki, w zasadzie nie ma przeszkód prawnych, żeby dokonywać aborcji do końca ciąży! Zwyczajowo jednak lekarze za taki moment biorą 24 tydzień ciąży, a nawet późniejszy. Stąd nierzadkie przypadki żywych urodzeń w wyniku aborcji.

Głośnym przypadkiem żywego urodzenia był „Wiktor” ze szpitala św. Rodziny w Warszawie – dziecko, które konało w męczarniach i któremu nikt nie udzielił pomocy, mimo że z dużym prawdopodobieństwem dałoby się go uratować. Oprócz tego, w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym we Wrocławiu w ten sam sposób na świat przyszła dziewczynka z zespołem Downa, która ważyła 700 gram i po makabrycznej próbie aborcji walczyła jeszcze dwa dni.

Karolina Jurkowska – wolontariuszka w Fundacji Pro-Prawo do Życia