„Czekamy z niecierpliwością na zmiany w prawie. Nie może być tak, że włodarze miasta czy służby są bezradne wobec takich zachowań. Nie można rozwiązać zgromadzenia, bo odbywa się w dopuszczalnym trybie, jest zgłoszone u wojewody i to wystarczy – komentuje na stronie puck.naszemiasto.pl Hanna Pruchniewska, burmistrz Pucka, najwyraźniej poirytowana, że mimo jej krzyków i usilnych oraz nieuprzejmych prób bezprawnego przerwania zgromadzenia, pikieta Fundacji Pro-Prawo do Życia odbywała się nadal.

Hanna Pruchniewska osobiście i aktywnie poparła czarny protest. Na oficjalny fanpage reklamujący miasto wrzucono nawet zdjęcie manifestujące wsparcie dla propagatorów mordowania dzieci, na którym pozowała wraz z innymi pracownicami z Urzędu. Nie dziwne więc, że plakaty z efektami tego, o co walczyła przed rokiem w czarnej koszulce wywołują u niej popłoch. Tradycyjnie mamy więc opowieść o mitycznych przestraszonych dzieciach, które dobrzy urzędnicy uspokajali, odprowadzając w bezpieczne miejsce oraz próbę cenzurowania debaty publicznej.

Pani Pruchniewska poparła więc protest, podczas którego kobiety w obecności dzieci wykrzykiwały wulgarne hasła, walcząc o prawo do mordowania ludzi. Kiedy prolajferzy pokojowo, bez agresji, stoją na Starym Rynku, pani burmistrz zaczyna marzyć się dyktatura i zakaz wolności słowa. Czyżby prawda ją bolała?

Karolina Jurkowska – wolontariuszka w Fundacji Pro-Prawo do Życia