Rząd Prawa i Sprawiedliwości przyjął projekt zaostrzający kary za znęcanie się nad zwierzętami. Będzie za to grozić do trzech lat pozbawienia wolności, a w przypadku dokonywania czynu ze szczególnym okrucieństwem, nawet do pięciu lat.

Surowsze będą również kary za przemoc wobec dzieci oraz osób nieporadnych życiowo. Za znęcanie się nad własnym dzieckiem będzie grozić wyrok do ośmiu, a w szczególnych przypadkach nawet do dziesięciu lat pozbawienia wolności. Podwyższone zostały również kary za doprowadzenie osoby niepełnoletniej do samobójstwa oraz handel osobą poniżej 15 roku życia.

„Dobra zmiana” – chciałoby się rzec. Ciężko zaprzeczyć, zwłaszcza że za znęcanie się nad człowiekiem powinno być surowe wyroki. Dobrze że tak się stało. Co jednak z najbardziej dyskryminowaną w Polsce grupą? Grupą, wśród której rocznie zabijanych jest ponad tysiąc osób?

Mimo sporych nacisków i zebrania ponad pół miliona podpisów, nadal nie ma prawnej ochrony dla wszystkich nienarodzonych dzieci. W dalszym ciągu można je zabić, jeśli tylko istnieją podejrzenia, że mają zespół Downa lub inne wady wrodzone. W dalszym ciągu można je zabić za ich pochodzenie – jeśli pochodzą z ciąży powstałej w wyniku gwałtu.

Dr Bawer Aondo Akaa powiedział: „Po co mi podjazdy, windy i inne dogodności, jeśli nie miałbym prawa się narodzić”? Ważne jest, by zadbać o to, by ludzie nie byli bici, by nimi nie handlowano, szczególnie ważne jest, by bronić tych, którzy sami się nie obronią. A takimi ludźmi są przecież także osoby nienarodzone, zagrożone aborcją.

Przykre, że zmiany idą całkowicie „od tyłu”. Jak to możliwe, że konserwatywny ponoć rząd Prawa i Sprawiedliwości przyznał większe prawa zwierzętom, natomiast zapomniał o najważniejszym prawie – prawie do życia dla każdego człowieka?

Karolina Jurkowska – wolontariuszka w Fundacji Pro-Prawo do Życia