We wtorek 11 kwietnia ponownie pojawiliśmy się pod Samodzielnym Publicznym Szpitalem Klinicznym im. prof. Orłowskiego. Nasza pikieta odbyła się w godzinach przedpołudniowych (9:30 – 11:00) i choć nie była to dla nas najdogodniejsza pora, przybyło na nią czworo wolontariuszy.

Należy przypomnieć, że w szpitalu tym dokonuje się największej ilości aborcji w skali kraju – 119 w roku 2016, a w latach 2015 i 2015 po 123. Co więcej, przesłanką do każdej z nich była eugenika – jak podaje dyrektor placówki, zostały one przeprowadzone „w wyniku badań prenatalnych”. Średnio co trzy dni mordowane jest niewinne dziecko, wyłącznie z powodu wystąpienia podejrzenia zespołu Downa, niepełnosprawności czy innych wad wrodzonych. Słowem-kluczem jest tu „podejrzenie” – diagnozy te nierzadko okazują się błędne, a dzieci, którym nie dawano szans na przeżycie dłuższego okresu niż kilka godzin czy kilka dni, żyją, a ich stan się polepsza (za przykład niech posłużą chociażby historie Noah[1] oraz Roberta[2]). Uznawanie dzieci chorych, niepełnosprawnych, nieidealnych, za „gorsze” do tego stopnia, że normą jest ich zabijanie, kojarzy nam się raczej ze Spartą lub III Rzeszą niż Polską XXI wieku. Niestety takie praktyki, opłacane z naszych składek zdrowotnych, mają miejsce w renomowanych placówkach takich jak omawiany szpital im. prof. Orłowskiego czy Instytut Matki i Dziecka.

Spotkaliśmy się z niemałą ilością negatywnych reakcji i choć przyjmowały one różne formy, ich wspólną cechą była agresja i brak gotowości do dialogu. Choć wiele osób zadawało pytania – chociażby o to, kto nam płaci za stanie pod szpitalem (nikt, jesteśmy wolontariuszami) – niewiele było zainteresowanych odpowiedzią i po wypowiedzeniu swojego zarzutu odchodziło, czasem krzycząc jeszcze do nas przez ramię. Wulgarne gesty nie są dla nas wprawdzie niczym nowym, lecz byliśmy zaskoczeni tym, że wykonywał je w naszą stronę, z okien placówki, personel medyczny. Większość osób, które nas nie popierały, odnosiła się do nas wulgarnie, złorzeczyła nam, a nawet pluła pod nogi. Jedna z kobiet, krytykując nasze działania, wspomniała o swoim chorym dziecku. Z kontekstu rozmowy wynikało, że wolałaby dokonać aborcji – gdy nasz wolontariusz spytał czy zabiłaby swoje dziecko, usłyszał, że „jego by zabiła”.

Wartym wspomnienia wyjątkiem była kobieta, która miała wątpliwości co do wpływu naszych banerów na dzieci. Choć wydawała się zdenerwowana, w sposób kulturalny zapytała nas o tę kwestię i wysłuchała naszego wyjaśnienia – odnieśliśmy się do kilkunastoletniego doświadczenia Fundacji, jej wolontariuszy oraz ich dzieci, a także do opinii psychologicznej dostępnej na naszej stronie internetowej. Kobieta odeszła od nas ukontentowana.

Nie zabrakło także reakcji pozytywnych. Były to gesty poparcia ze strony przejeżdżających kierowców, jak również ciepłe słowa wypowiadane przez przechodniów. Szczególnie znaczące była słowa Pani, która, mówiąc, że spieszy się, by odebrać wnuka i nie może poświęcić czasu na rozmowę, pozostawiła nas ze słowem: „wytrwajcie!”. Zapewniamy, że wytrwamy i będzie działać, dopóki w szpitalach mordowane są dzieci. Nie jesteśmy wrogami szpitali ani lekarzy, przeciwnie – darzymy ogromnym szacunkiem wszystkie osoby związane z profesją medyczną i zachęcamy ich do podpisania klauzuli sumienia oraz zaprzestania działań sprzecznych z naturą swojego zawodu. Szpital Specjalistyczny Pro-Familia w Rzeszowie i jego pracownicy pokazali, że jest to możliwe. Mamy nadzieję, że wkrótce więcej placówek podąży za ich przykładem.

Źródła:

[1] http://pl.aleteia.org/2017/02/22/chlopczyk-ktory-urodzil-sie-bez-mozgu-nauczyl-sie-pisac-czytac-i-chodzi-do-szkoly/

[2] http://www.edziecko.pl/przedszkolak/7,79316,20915674,lekarze-nie-dawali-noworodkowi-szans-nie-uwierzysz-jak-po.html

[3] http://www.stopaborcji.pl/wp-content/uploads/2015/03/opinia_psychologiczna_Wystawa_Wybierz_Zycie.pdf

 

Jakub Król – wolontariusz w Fundacji Pro – Prawo do Życia; komórka Warszawa