W zamieszkach w Hamburgu, wywołanych przez lewicowych fanatyków, rannych zostało kilkaset policjantów. Spalono samochody Bogu ducha winnych ludzi i obrabowano ich sklepy. Na ulicach wybuchały butelki z benzyną. Czy zachowanie tych ludzi spotkało się z krytyką polskiej lewicy? Nic z tego. O zniszczenie czyjegoś zdrowia i mienia oskarżają oni… Donalda Trumpa, którego nie lubią, rannych policjantów i organizatorów szczytu G20, który nie był po ich myśli.

W Polsce ci sami ludzie zachowują się bardzo podobnie. Jest ich po prostu o wiele mniej. Kiedy jednak pod szpitalem Orłowskiego postawiliśmy plakaty antyaborcyjne informujące o tym, że zabija się tam średnio dwoje nienarodzonych dzieci tygodniowo, aborcjoniści mieli w nosie hasła o wolności do wyrażania własnych przekonań. Ponieważ plakaty obnażały ich hipokryzję, postanowili je po prostu zniszczyć. Gdy na drodze stanęli im ludzie, feministki groziły im nożem, inny mężczyzna zaś poturbował naszego wolontariusza.

Czy również Polakom warunki będą dyktować fanatyczni agresorzy? Czy też za swoje czyny będą oni, przynajmniej w Polsce, przykładnie karani i uczeni, jak debatować, by nikogo nie skrzywdzić? Czy pogarda do człowieczeństwa najmniejszych sprawia, że te osoby gardzą również życiem innych? Na to w tym momencie wygląda.

Karolina Jurkowska – wolontariuszka w Fundacji Pro-Prawo do Życia