Jak co dwa tygodnie, w sobotę 10 lutego pikietowaliśmy pod gliwickim szpitalem, informując gliwiczan że w „naszym” szpitalu zabija się dzieci. Spotkaliśmy się zarówno z wyrazami uznania i podziękowania za to, że jesteśmy oraz twierdzeniami, że to co robimy, jest potrzebne, jak też z naszymi przeciwnikami, którzy kazali nam zabierać plakaty z miejsca, w którym staliśmy, bo są „przerażające”. Tak, aborcja jest przerażająca, zgadzamy się z tym. Dlatego uparcie stoimy dalej.

Podczas pikiety pewien mężczyzna opowiedział nam historię swojej siostry, która będąc w ciąży dowiedziała się, że urodzi dziecko z zespołem Downa. Po uzyskaniu informacji od lekarza, że dziecko będzie chore, usłyszała pytanie, którego pewnie nie zapomni do końca życia: „to co, usuwamy?”. Nie, nie usuwamy. Dziś jej dziecko żyje, jest szczęśliwe i kochane przez swoją rodzinę.

Agnieszka Kaczmarek – wolontariusz Fundacji Pro-Prawo do Życia; komórka Gliwice