„Aborcyjna rzeźnia nr 2. Wykonują tu 115 aborcji rocznie”. Za ten napis na aucie oklejonym zdjęciami ofiar aborcji, Szpital Bielański im. ks. Jerzego Popiełuszki (sic!) pozwał Mariusza Dzierżawskiego, prezesa Fundacji Pro – Prawo do Życia, o zniesławienie.

Aborcjoniści sięgają po opresyjny relikt komunizmu

Mariusz Dzierżawski został oskarżony z art. 212 § 1 kodeksu karnego, który głosi, że za zniesławienie odpowiada, „kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.”

Prawnicy szpitala uzasadniają to m.in. w ten sposób: „zgodnie z dyspozycją przepisu art. 212 § 1 KK przestępnym czynem może być również – przy spełnieniu określonych warunków – postawienie zarzutów prawdziwych.”

Co ciekawe art. 212 uznawany jest za relikt reżimu komunistycznego w Polsce (opierający się na prawie z 1969 r.), służący m.in. do kneblowania ust dziennikarzom – uważają tak nawet ludzie o poglądach lewicowych. W 2016 roku Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro w sprawie wykreślenia tego artykułu i pozostawienia odpowiedzialności karnej za oszczerstwo.

Ścigani obrońcy życia, a nie aborterzy

W szpitalu Bielańskim od 2008 roku zabito przez aborcję ok. 800 dzieci.

Akt oskarżenia jest dowodem na to, że polskie prawo powinno być zmienione, tak aby ścigało sprawców mordowania nienarodzonych dzieci, a nie ich obrońców. Powołując się na art. 212 k.k. i uzasadniając oskarżenie w sposób powyżej zacytowany, aborcjoniści zdają sobie sprawę z tego, że plakaty na samochodzie przed placówką pokazują prawdę i chcą zakazać jej głoszenia.

Jan Both – wolontariusz w Fundacji Pro-Prawo do Życia; komórka Wrocław