8 marca to wielkie święto organizacji feministycznych. W tym dniu w kilku największych miastach Polski co roku możemy się spodziewać tak zwanych „Manif”, czyli pochodów przez nich organizowanych. Tak było również w Poznaniu. Grupa około 50 osób przemaszerowała ulicą Półwiejską od Starego Browaru do placu Wiosny Ludów przeciwko przemocy ekonomicznej, stosowanej wobec kobiet i dzieci przez mężczyzn niepłacących alimentów. Czy organizatorki „Manify” zwracają jednak uwagę na fakt, iż od płacenia alimentów uchylają się często ci mężczyźni, którym wcześniej nie udało się zmusić matek swoich dzieci do aborcji? Komórka poznańska postanowiła upomnieć się o prawa kobiet nienarodzonych i uświadomić społeczeństwo, że te same organizacje, które dziś zwracają uwagę na problem niskiej ściągalności alimentów, zwykle zajmują się staraniami o zalegalizowanie aborcji. Przypominamy dziś feministkom, że ogólnodostępna aborcja jest właśnie tym, czego najbardziej potrzebuje samolubny, nieodpowiedzialny mężczyzna, który chce uniknąć ojcostwa. Dokładnie tacy mężczyźni (chciałoby się powiedzieć „duże dzieci”) uchylają się od płacenia alimentów.
„Stop przemocy aborcyjnej wobec kobiet” to hasło naszej pikiety, na którą natknęła się poznańska „Manifa” na placu Wiosny Ludów. Staliśmy nieopodal w dwóch grupach, z czterema plakatami. Aż dwa z nich uświadamiały, że aborcja to przemoc wobec tych najbardziej bezbronnych, jeszcze nienarodzonych kobiet. Byliśmy przygotowani na długie pikietowanie, tymczasem po 15 minutach stania na placu, skandowania haseł i machania niewielkimi transparentami, feministyczne zgromadzenie dobiegło końca, a my mieliśmy okazję rozmawiać między innymi z jej rozchodzącymi się uczestnikami. Spotkaliśmy pana, który nas popierał, był szczerze zainteresowany naszą działalnością i najwyraźniej nie wiedział jaki stosunek do aborcji mają organizatorki wydarzenia, w którym przed chwilą uczestniczył. Podeszła do nas również kobieta, która wyraziła pogląd, że jeśli my działamy w ten sposób, feministki muszą walczyć o większą ściągalność alimentów.
Zadziwia nas, że domagając się, by mężczyźni nie stosowali przemocy ekonomicznej wobec kobiet i dzieci, można jednocześnie domagać się dla nich możliwości używania wobec kobiet i dzieci innej przemocy: przemocy aborcyjnej. Nie od dziś wiadomo, że „wieczni chłopcy” wykorzystują aborcję jako sposób na uchylenie się od ojcostwa. Jakże częste są sytuacje, w których mężczyzna zmusza partnerkę do zabicia dziecka poprzez stosowanie presji psychiczno-ekonomicznej i szantażu typu „albo dziecko, albo ja”.

Dramat matek, które są w ten sposób stawiane pod ścianą przez swoich samolubnych partnerów, a także dramat ginących podczas aborcji dziewczynek, nie wydają się być przedmiotem zainteresowania środowisk rzekomo kobiecych. Dlaczego polskie organizacje feministyczne nie ujmują się za dorosłymi i nienarodzonymi ofiarami przemocy aborcyjnej? Czy to dlatego, iż są sowicie finansowane przez zagraniczny przemysł aborcyjny, tak jak Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny? Pora spojrzeć prawdzie w oczy. Feministki nie walczą o interes kobiet, ale o interes wielkich koncernów zarabiających krocie na uśmiercaniu dzieci nienarodzonych, także dziewczynek.

Nie łudźmy się, że jeśli damy ludziom proste narzędzie do unikania odpowiedzialności za swoje czyny, oni w innych sferach życia będą umieli zachować się dojrzale. To tak nie działa. Pora, by feministki wreszcie to zrozumiały.

Natalia Klamycka – koordynator poznańskiej komórki Fundacji Pro-prawo do życia

Nasza fundacja utrzymuje się jedynie z wpłat ludzi dobrej woli. Przekaż 1% podatku na naszą działalność statutową. KRS nr 0000233080.