Dn. 3 października o godz. 14:45 zaczęliśmy rozstawiać nasze plakaty na Placu Narutowicza w Bełchatowie. Gdy tylko uczestnicy czarnego protestu zobaczyli antyaborcyjne banery, uciekli na drugi koniec placu. Kiedy podeszliśmy do nich nieco bliżej, uczynili to ponownie.

Ostatecznie stanęliśmy w centralnym miejscu Placu Narutowicza. Na naszych banerach było okazane okrucieństwo jakim jest aborcja – czyli dokładnie to, co popierają uczestnicy czarnego protestu. Dodatkowo puszczaliśmy z megafonu płacz dziecka. W tych właśnie momentach zwolennicy aborcji zaczęli się wściekać. Przestawali panować nad sobą, krzyczeli i pokazywali obraźliwe gesty w naszą stronę.

Podszedł do nas również pijany mężczyzna z czarnego protestu – co nie najlepiej świadczy o tym jaki charakter miała feministyczna pikieta. Ów mężczyzna starał się bezskutecznie nas zniechęcić do pokazywania prawdy o aborcji.

Podczas zgromadzenia publicznego podchodziły do nas również inne osoby z czarnego protestu, okazując nam pogardę. Pewna pani nawet wprost oznajmiła, że jest za zabijaniem dzieci.

Nie dało się ukryć prawdy o aborcji. Myśmy ją pokazali. Feministki z kolei się wściekły, że mimo wielu ich starań nie udało się zataić tego, co naprawdę postulują.

Jakub Krawczyk – koordynator regionalny w Fundacji Pro – Prawo do Życia; woj. łódzkie