W środę 08.02.2017 w godz. 16.00 – 17.00 odbyła się pikieta przed Urzędem Miejskim we Wrocławiu. Dzień później, w czwartek, Radni Miasta Wrocław odrzucili projekt dofinansowujący in vitro. Był to projekt autorstwa stowarzyszenia „Nasz Bocian”, które na swojej stronie promuje m.in wrocławskie kliniki in vitro. Zapisane w projekcie 2,1 mln złotych miały więc trafić do znajomych stowarzyszenia. Świetny pomysł na skasowanie kroci. Całość ustawy nazwano kłamliwie: „Leczenie niepłodności(…)”, do tego pokazali zdjęcia uśmiechniętych dzieci. Jednak jeśli zacznie się walczyć o prawdę i pokazywać ją, to zwycięstwo jest możliwe. Tego byliśmy świadkami we Wrocławiu.

Do sprzeciwu włączyła się również Akcja Katolicka oraz Katolickie Stowarzyszenie Lekarzy oddziału Dolnośląskiego we Wrocławiu.

Tekst z przemówienia:

„In vitro to procedura śmierci. Tylko 5% wyprodukowanych zarodków ma szanse na przeżycie. Pozostałe trafiają do ścieków albo są zamrażane, a większość z nich nigdy nie ujrzy światła dziennego. W Auschwitz słabi i chorzy trafiali do gazu, w procedurze in vitro trafiają do ścieków.

Dzieci z in vitro, zakwalifikowane do życia, ponoszą kilka razy większe ryzyko wad genetycznych niż dzieci poczęte w sposób naturalny. Również ryzyko powikłań w okresie ciąży jest znacznie większe w przypadku zapłodnienia na szkle.

Większości ludzi powołanych do życia w procedurze in vitro nigdy nie będzie dane się narodzić. Trafią oni do zamrażarki lub do ścieku, gdy laborant uzna, że są nieidealni lub nadliczbowi i przez to zbędni. Z racji niskiej skuteczności procedury in vitro, często należy powtarzać proces kilkakrotnie, za każdym razem powołując do życia kilkoro ludzi, przeprowadzając selekcję i niszcząc lub mrożąc osoby uznane za niepotrzebne.

Nie tylko ludzie powołani do życia w tej procedurze są traktowani przedmiotowo. Procedura in vitro stanowi ogromne obciążenie dla zdrowia kobiet. Jednak dla wykonawców procedury in vitro liczy się jedynie wyprodukowanie opłaconego towaru, którym w tym przypadku jest człowiek.

In vitro nie ma nic wspólnego z leczeniem. Jest procedurą sztucznego rozrodu zapożyczoną z weterynarii. In vitro nie diagnozuje i nie leczy chorób, które zaburzają płodność. Klinik nawet nie obchodzi, jakie schorzenie mają rodzice. Ich zadaniem jest produkcja i sprzedaż dzieci, a nie leczenie.

Dziecku w procedurze in vitro odbiera się godność, jest traktowane jak przedmiot, zabija się je, jeśli nie spełnia oczekiwań. Już od samego początku dokonuje się selekcji zarodków. Jeśli któraś wada od razu nie zostaje wykryta, to obecna ustawa aborcyjna, umożliwia zabicie takiego dziecka nawet do 24 tygodnia ciąży.”

 

Adam Brawata – koordynator regionalny w Fundacji Pro – Prawo do Życia