Nie ustają szykany w kierunku pikietujących wolontariuszy Fundacji Pro – Prawo do Życia. Są oni w dalszym ciągu zgłaszani przez aborcjonistów, którzy nagle zapominając o wolności słowa, chcą wyrugować obronę życia z przestrzeni publicznej. Co ciekawe, coraz częstsze stały się wezwania aktywistów na komendę. Czyżby policja po „dobrej zmianie” opowiadała się za „cywilizacją śmierci”?

I tak zaledwie kilka dni temu wolontariusze z komórki Rumia dostali wezwanie na komisariat w sprawie wykroczenia z artykułu 141. Brzmi on: „Kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych,podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1 500 złotych albo karze nagany.” Pokazywanie skutków aborcji stało się nagle nieprzyzwoite, jednak wykonywanie aborcji cały czas jest w porządku i powinno być legalne? Co ciekawe, podczas spisywania wolontariusze otrzymali informację, że plakaty antyaborcyjne nie spodobały się kobiecie prowadzącej do przedszkola dziecko, które negatywnie zareagowało na plakat. W pozwie zaś o dziecku nie było mowy. Była jedynie kobieta, która idąc obok rumskiego dworca, zobaczyła banery.

Wolontariuszki nie zdążyły dotrzeć na komendę, a wezwanie na komisariat policji dostał kolejny wolontariusz, tym razem z drugiego końca Polski. Wezwanie dotyczyło artykułu 51, który brzmi: „Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.” Warto przypomnieć, że niejednokrotnie ustalano już, iż ten artykuł nie tyczy się naszych pikiet.

Aż prosi się by zapytać dlaczego wezwania nie dostały panie, które na czarnym proteście chodziły z hasłami takimi jak: „Moja pisda, moja sprawa”, „Odp***cie się od naszych macic”, „Zabierz swój różaniec od mojej macicy” czy też „Fuck off fanatics”. Te panie nie są ciągane po komisariatach, mogą siedzieć spokojnie w domu lub działać dalej, promując aborcję, mimo że z pewnością wywołały zgorszenie, zarówno hasłami, jak i krzykiem i hałasem oraz często wybrykami. Ciągani są za to wolontariusze, którzy spokojnie pokazują skutki zabijania dzieci nienarodzonych, skutki „wolnego wyboru”, o który tak walczą aborcjoniści. Dziwne to zachowanie z ich strony – żądać czegoś i nie chcieć widzieć i słyszeć o skutkach tego, o co się walczy, zamiast przyjąć konsekwencje „na klatę”.

Nie chcę mieć nadziei, że będziemy mogli jeszcze długo stać z plakatami i pokazywać ludziom, że aborcja zabija. Wolę za to mieć nadzieję, że nie będziemy musieli, bo rząd jak najszybciej przegłosuje ustawę antyaborcyjną i prawna ochrona życia każdego człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci stanie się faktem. Dziś jednak tak nie jest. Średnio troje dzieci dziennie ginie w wyniku aborcji i trzeba o tym mówić oraz pokazywać ludziom, że aborcja nie jest niczym innym, jak morderstwem. Czy ustaną szykany w naszym kierunku czy też za każdym razem będziemy musieli wyjaśniać, że to, co robimy, jest zgodne z prawem?

Karolina Jurkowska – wolontariuszka w Fundacji Pro – Prawo do Życia