W niedzielę 18.12 w Sopocie odbyła się trudna pikieta na Placu Przyjaciół Sopotu. Już na etapie rejestracji zgromadzenia pojawiły się pierwsze trudności, ponieważ Naczelnik Wydziału Obywatelskiego w Urzędzie Miasta Sopot stwierdził, że z uwagi na zaplanowaną w tym dniu Wigilię w miejscu zgłaszanej pikiety, nie ma możliwości rejestracji zgromadzenia. Moje tłumaczenie, że wydarzenie miejskie nie pokrywa się godzinowo ze zgłaszaną pikietą nie przekonało urzędnika, który informował „pozostaję przy swoim”. Pan Naczelnik poproszony o stanowisko z oparciu o przepisy Ustawy Prawo o zgromadzeniach nie udzielił formalnej odpowiedzi. W związku z tym został poinformowany, że zgromadzenie uznałem za zarejestrowane.

W niedzielę na miejscu okazało się, że pewną tradycją w Sopocie staje się asysta trzech patroli służb w czasie naszych pikiet. Tym razem były dwa patrole Policji i jeden ze Straży Miejskiej.

Niestety, przedstawiciele służb „popisali się” niekompetencją, wprowadzając od początku zamieszanie utrudniające przeprowadzenie pikiety. Najpierw policjanci twierdzili, że nic nie wiedzą o naszej pikiecie. Po wyjaśnieniu sprawy twierdzili, na podstawie oświadczenia będącej na miejscu „pani z Urzędu Miasta”, że nie posiadam zgody na przeprowadzenia zgromadzenia. Również w tym przypadku rzeczowe wyjaśnienie o trybie zgłoszenia zgromadzenia po chwili przestało być problemem. Od razu do interwencji przystąpili strażnicy, którzy powołując się na tą samą „panią z Urzędu Miasta” twierdzili, że Plac Przyjaciół Sopotu został wykupiony na Wigilię przez organizatora i nie mamy prawa zajmować tego miejsca.

Tutaj nastąpiła sytuacja, kiedy przedstawiciele obydwu służb nie mieli jednego stanowiska w sprawie granicy, do której teren „jest wykupiony”. Przez te 25 minut rozmów i negocjacji pikieta odbywała się w miejscu, gdzie pierwotnie stanęliśmy z plakatami. Ostatecznie z Policjantami uzgodniłem równie dobrze widoczne miejsce oddalone o 15 metrów, które pozwoliło ostudzić emocje przedstawicieli służb.

Agresywnym odbiorcom treści naszych banerów energii do atakowania starczyło jeszcze na kilka minut dłużej niż służbom. Miedzy innymi, ku widocznemu przerażeniu policjantki, w atakowanie pikiety włączył się Prezydent Miasta. Z relacji pani Jagody, która pierwszy raz wspomagała przeprowadzenie pikiety, dowiedziałem się, iż pan Prezydent mówił, że nie mamy prawa stać w tym miejscu. Pani Jagoda wyjaśniła urzędnikowi państwowemu, że jest rodowitą Sopocianką i z tego względu ma większe prawo decydować, gdzie może stanąć w Sopocie, niż osoba która do tego miasta przyjechała pracować. Po tym argumencie Prezydent oddalił się. Podczas tej godzinnej pikiety padło kilka niemiłych słów od przechodniów, a raz wzburzony mężczyzna rzucił przechodząc obok nas „pedały”. Próby rzeczowej rozmowy nikt z atakujących nie chciał podjąć.

Na szczęście znalazło się również kilka osób, które głośno wyraziły poparcie dla naszych działań i chociaż w części neutralizowały agresywnych przechodniów.

Na podsumowanie uczestnicy pikiety zgodnie stwierdzili, że ilość negatywnych odbiorców motywuje ich do dalszego działania. Zapraszam na następną pikietę w tym samym miejscu w dniu 15.01.2017r. o godz.15.00

Wojciech Kałuszyński – koordynator komórki Sopot; Fundacja Pro – Prawo do Życia