Wydawać by się mogło, że magazyny i portale parentingowe to ostatnie miejsce, w którym możemy natknąć się na sadystyczne promowanie zabijania dzieci nienarodzonych. Jak się okazuje, jest inaczej. Portal babyonline.pl, należący do pisma „Mamo to ja”, wydawnictwa Edipresse, najwyraźniej postawił sobie za cel promowanie prawa do aborcji. Po jednoznacznie negatywnym artykule na temat bilbordu pojawił się kolejny, szerzący kłamstwa na temat projektu „Stop Aborcji”.

Jako ekspert, wypowiedział się doktor Dębski, ten sam, który chwalił się, że w jego szpitalu dokonuje się aborcji eugenicznych. Nikt nie wątpi w umiejętności Dębskiego jako lekarza. Nieco gorzej jest u niego ze znajomością prawa, dlatego podważa on fakt, że proponowana przez komitet „Stop Aborcji” ustawa chroni życie zarówno matki, jak i dziecka i twierdzi, że po zmianie ustawy będzie bać się ratować życie matki w obawie, że spowoduje tym śmierć dziecka. Najwyraźniej obłudny ginekolog tak zapędził się w promocji aborcji, że nie trafiają do niego inne, niż feministyczne argumenty. Gdyby było inaczej, nie powoływałby się na dawno obalony już mit o umieraniu kobiet podczas ciąży pozamacicznej, wiedząc, że projekt zezwala na działania medyczne w takich przypadkach bezzwłocznie po stwierdzeniu stanu patologicznego.

Ciężko nawet skomentować powoływanie się na innych ekspertów „Mamo to ja”, jakimi są karnistka Płatek, od dawna lobbująca za prawem do mordowania dzieci oraz Draginja Nagażdin, dyrektorka Amnesty International, organizacji rozpowszechniającej kłamliwe informacje o Salwadorze i innych krajach, w których zabijanie jest nielegalne. Pomimo zdemaskowania kłamstw organizacja nie dość, że nie przeprosiła, wcale nie wycofała się z szerzenia krętactw.

Obłudę artykułu najlepiej pokazuje akapit, w którym dziennikarka odwołuje się do solidarności z matkami. „Niezależnie od tego, czy jesteśmy zwolennikami czy przeciwnikami aborcji, powinniśmy pomyśleć o kobietach, które chcą urodzić dziecko, jednak nie będą miały odpowiedniej opieki lekarskiej. Wielu z nas w nowej ustawie zauważa jedynie wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji. Nie bierzemy pod uwagę tego, że zmiany dotkną kobiet, które chcą urodzić dzieci. Przyszłe mamy nie będą mogły czuć się bezpiecznie wiedząc, że w razie jakichkolwiek komplikacji, lekarz nie będzie mógł podjąć decyzji o leczeniu, dopóki ich życie nie będzie zagrożone.”. Czy nowa ustawa ogranicza w jakiś sposób opiekę lekarską, że pani Hanna Szczesiak tak się tego obawia? A może nie czytała komentarzy czytelniczek pod poprzednim artykułem, gdzie widać było wyraźnie, że na nowomowę aborcyjną matki się nie nabierają? Czy też jednak czytała i z jakichś powodów cały czas próbuje nakłonić je do zmiany zdania i poparcia mordowania nienarodzonych?

Portal babyonline zatytułował swój artykuł „Kariera lekarza ważniejsza od ciężarnej i dziecka. Czekają nas zmiany?” Tytuł wydaje się dość trafny, jeśli wziąć pod uwagę, że dla dra Dębskiego kariera i pieniądze za aborcję wydają się być ważniejsze od życia nienarodzonego dziecka. Przerażające jest jednak, że portal piszący o dzieciach, o tym, jak o nie dbać, już w czasie ciąży, tak lekko powołuje się na aborcyjne autorytety zgromadzone na konferencji zwołanej przez Koalicję Mam Prawo (oczywiście chodzi o prawo do zabijania niewinnych).

Dlaczego dziennikarka Hanna Szczesiak nie zadała sobie trudu poznania stanowiska twórców projektu chroniącego życie matki i dziecka lub choćby rzeczywistego projektu ustawy? Być może nie miało to dla niej już znaczenia. Co prawda nie ma informacji, że artykuł jest sponsorowany, ale czy wobec takiego braku obiektywizmu możemy wierzyć w to, że pieniądze nie grały tu żadnej roli?


Dołącz do akcji „Zadzwoń do Posła!” – dowiedz się więcej: www.stopaborcji.pl/zadzwondoposla

Karolina Jurkowska – wolontariuszka Fundacji Pro – Prawo do Życia