5 marca ruszył kolejny proces Mary Wagner, oskarżonej o ratowanie życia ludziom w kanadyjskiej klinice aborcyjnej. Na sali wspierało ją ponad 30 osób, w tym tacy weterani ruchu pro-life, jak Linda Gibbons. Obecni byli również księża z Toronto i Waszyngtonu.

Mary Wagner nie przyznała się do zarzucanych jej czynów. Jako świadek, wypowiedziała się pracująca w aborcyjnej rzeźni sekretarka. Zeznała ona, że pierwszy raz spotkała się w pracy z taką sytuacją. Obecne w poczekalni kobiety posmutniały jeszcze bardziej i mimo że najczęściej ludzie są tam smutni i płaczą, tym razem, w trakcie wizyty Mary Wagner i zaraz po, płaczu było dużo więcej. Jak widać, nawet w kraju, gdzie aborcja traktowana jest jak wyrwanie zęba, zamordowanie dziecka nie jest dla kobiety czymś obojętnym i sumienie mocno daje o sobie znać.

Zeznawał również policjant, który przybył na wezwanie aborterów. Według niego, Mary odmówiła wyjścia, twierdząc że broni nienarodzonych dzieci i on, jako obrońca człowieka, powinien wstawić się za nią. Z uwagi na niekompletność dowodów, rozprawa została odroczona.

Czy nieludzkie prawo, według którego człowiek nie ma prawa bronić życia, zostanie w końcu w Kanadzie zmienione? Czy też biznes aborcyjny ma się tam tak dobrze, że „obrońcom prawa” takie rozwiązania są na rękę?

Karolina Jurkowska – wolontariuszka w Fundacji Pro-Prawo do Życia