Ciężko jest żyć w aborcyjnym kłamstwie – zwłaszcza w dobie dzisiejszej techniki, urządzeń USG, ciągłych potwierdzeń kolejnych naukowców, że po prawidłowym połączeniu plemnika z komórką jajową mamy do czynienia z człowiekiem. Aborcjoniści mogą ratować się jedynie wymyśloną przez siebie chorą ideologią i nazywaniem zabijania „prawem kobiet”. Nic więc dziwnego, że coraz więcej osób przegląda na oczy i wypada nagle z owczego pędu.

Bezmyślnemu tłumowi nie bardzo się to podoba, przykro jest nagle słyszeć, że król jest nagi, jeśli przedtem na ślepo czciło się jego szaty. Obrywa się więc nawróconym. Bernard Natanson, aborter i organizator kampanii na rzecz legalizacji aborcji, był pupilem mediów. Po swoim nawróceniu stał się wrogiem publicznym. Podobna rzecz przytrafiła się profesorowi Chazanowi, który z abortera stał się obrońcą dzieci poczętych. Aborcyjne lobby nie może mu tego wybaczyć i co chwila organizuje kampanie przeciw niemu.

Każda osoba publiczna, kiedyś popierająca aborcje, staje się solą w oku tego lobby. Dziś dostaje się Aleksandrze Jakubowskiej, niegdyś zwolenniczce prawa do zabijania nienarodzonych, która obecnie mówi „Doceniłam wartość życia dopiero, gdy okazało się, że sama mam niepełnosprawne dziecko. Teraz myślę, że każde życie – a może nawet takie jeszcze bardziej – jest czymś najcenniejszym i trzeba robić absolutnie wszystko, by je uratować”.

Te słowa nie spodobały się dziennikarce Gazety Wyborczej, Dominice Wielowieyskiej, która szczególnie oburzona była krytyką czarnego protestu oraz wytykaniem, że kobiety były na nim bardzo wulgarne, a także nieraz nie wiedziały, po co tam są. O tym, że nie wiedziały, świadczyły komentarze pogubionych kobiet, które naprawdę nie kojarzyły, jakie to prawa chcą nam odebrać – dowodem anegdotycznym mogą być słowa mojej sąsiadki, która na czarny protest chciała się wybrać, oburzona, że chcą nam zabrać „prawa kobiet”, a więc nie będziemy mogły głosować. Również komentarze o zakazie badań prenatalnych i umieraniu kobiet wyraźnie pokazywały, że większość nawet nie przeczytała ustawy. Pani Jakubowska miała niestety również rację odnośnie agresji, co pokazywały liczne zdjęcia i filmy z protestów.

Dominika Wielowieyska w swoim tekście twierdzi jednak, że takie przypadki były nieliczne. „Na każdej demonstracji można znaleźć niemądry transparent, ale warto zauważyć źródła tego sprzeciwu. Niestety, Jakubowska tym się nie zajmuje.” – warto zauważyć również, że źródła były bardzo kłamliwe, droga pani Dominiko. Lewica na wszelkie sposoby zakłamywała projekt ustawy.

Dla dziennikarki najwyraźniej każde słowo Aleksandry Jakubowskiej będzie hipokryzją, bo kiedyś opowiedziała się za zabijaniem. W prywatnej korespondencji pisze „Wiem, ale jednak nie za bardzo pani jest precyzyjna […] głosowała Pani za aborcją na życzenie już po jego (dziecka) urodzeniu, jeśli mamy się trzymać faktów”, zupełnie odrzucając kołaczącą się być może po głowie myśl, że droga do zrozumienia prawdy była nieco dłuższa. Po co łączyć wątki, jeśli można wysmażyć paszkwił?

Nawrócenia są i będzie ich więcej. Na stronie Fundacji coraz częściej pojawiają się komentarze ludzi, którzy po przełomowych dla siebie wydarzeniach zrozumieli nagle, że bez względu na sprawność i wygląd dziecka oraz inne sytuacje, człowieka po prostu zabijać nie wolno. I nad każdym takim nawróceniem, bez względu na to czy będzie to „szary człowiek” czy celebryta, słychać będzie wściekłe ujadanie aborcjonistów.

Pozostaje zadać sobie pytanie, kto tu jest hipokrytą – pani Jakubowska, która przechodząc swoją drogę z synem, zrozumiała że życie takiego człowieka jak on, ma wielkie znaczenie czy też pani Wielowieyska, która jak sama twierdzi, „miała wiele takich ciepłych uczuć” w związku z synem pani Jakubowskiej, ale nadal uważa, że powinno móc się zabijać takich, jak on?

Dzisiaj wydaje się to nam niemożliwe, ale może doczekamy chwili kiedy również pani Wielowieyska się nawróci i uzna, że dzieci niepełnosprawne także mają prawo do życia?

 

Karolina Jurkowska – wolontariuszka w Fundacji Pro – Prawo do Życia