Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz najwyraźniej polubił pouczanie Polaków i wtrącanie się w wewnętrzne sprawy naszego kraju. Wyraził to wypowiadając się zarówno w kwestii Trybunału Konstytucyjnego, jak i polityki imigracyjnej. Teraz znów próbuje narzucić nam swoją wolę, wspierając aborterów i fotografując się z wieszakiem, którym kobiety rzekomo wykonywały aborcję oraz kartką z informacją, że solidaryzuje się z Polkami.

Jest to o tyle kuriozalna sytuacja, iż mnóstwo kobiet w Polsce opowiada się przeciw zabijaniu z jakichkolwiek powodów. Insynuacje Martina Schulza są więc oburzające. Osobiście poczułam się urażona sytuacją, gdy Niemiec żąda „prawa wyboru”, w wyniku którego moje dziecko mogłoby zostać zabite. Najwyraźniej Przewodniczący nie zna tragedii matek, które były psychicznie przymuszane przez lekarzy do aborcji oraz tych, którym aborcjonistki zamiast psychicznego wsparcia, proponowały zabicie swojego dziecka.

Warto przypomnieć, że sytuacja, w której Niemiec żąda aborcji dla polskich dzieci w przeszłości miała już miejsce. 73 lata temu, 9 marca 1943 roku ukazało się rozporządzenie, w którym Adolf Hitler zezwolił całkowicie na aborcję polskich dzieci w celu szybszego wyniszczenia naszego narodu. Polki były wręcz do tego zachęcane.

Martin Schulz nie posiada takiej władzy by zezwolić ponownie na zabijanie, pozostaje mu więc wspierać polskie lobby proaborcyjne i szerzyć mity o gigantycznym podziemiu aborcyjnym.

Karolina Jurkowska – wolontariuszka Fundacji Pro-Prawo do życia, komórka Rumia