O dziecku w brzuchu mamy i nawróceniu – wolontariusze w ustrońskim, górskim miasteczku mieli okazję porozmawiać z paroma osobami o aborcji oraz wysłuchać niezwykłego świadectwa.

To była jedna z ostatnich pikiet zbiórkowych pod projektem ustawy „Stop Aborcji”. 17 czerwca w godzinach popołudniowych wolontariusze fundacyjni stanęli przed Urzędem Miasta w Ustroniu. Mieli ze sobą, jak zawsze, plakat pokazujący to, czym jest aborcja, megafon oraz stolik, na którym leżały karty podpisowe. Każdy mógł podejść i poprzeć inicjatywę obywatelską w pełni chroniącą życie ludzkie od poczęcia. – Popatrz, jak to wygląda. Straszne! – rozmawiało starsze małżeństwo przechodząc obok pikietujących. Pewna kobieta przyglądała się chwilę plakatowi, po czym podeszła i złożyła swój podpis mimo protestów swojego męża. – Ja chcę, mam swoje sumienie – oznajmiła.

Pikieta przebiegała bardzo spokojnie. Było mało przechodniów. Wolontariusze mieli mały problem z nagraniami, ale przekaz i tak docierał do ludzi. Kierowcy, przejeżdżając, patrzyli na plakat. Niektóre osoby, z daleka, przystawały, aby zobaczyć, czym jest aborcja i jak ona rzeczywiście wygląda. – Proszę pani, te obrazki są złe. Dużo na nich krwi – mówili mali chłopcy. Wolontariusze pokazali im małego Jaśka tłumacząc, jak każdy z nas wyglądał, gdy był w brzuszku mamy i mówili, że plakat pokazuje zło, jakie dzieje się wielu dzieciom, które nie mają szansy na to, żeby się narodzić. Chłopcy dostali naklejki i stwierdzili, że dziecko w brzuchu swojej mamy jest ładne i takie malutkie, więc po co je zabijać?

W pewnym momencie do stolika podszedł mężczyzna. – Jeszcze nie tak dawno temu nie podpisałbym się pod takim projektem. Brałem narkotyki, kradłem, drwiłem z ludzi zajmujących tak stanowcze i jednoznaczne stanowisko w wielu sprawach. Nawróciłem się w więzieniu. Bóg ma swoje drogi, ma poczucie humoru – opowiadał. Podziękował nam również za działanie.

Kolejne działania już wkrótce!

Agnieszka Jarczyk – Koordynator komórki Ustroń