4 lata pracy, 100 badaczek i badaczy, blisko 200 haseł – tak zaczyna się reklama publikacji „Encyklopedia gender. Płeć w kulturze”. Publikacja to nie byle jaka, zaangażowali się w nią bowiem naukowcy z Instytutu Badań Literackich PAN. Powinniśmy więc otrzymać listę wyjaśnionych w sposób naukowy haseł. Czy tak jest w istocie?

Szczególnie zaciekawiło nas ujęcie i definicja aborcji. Już w drugim akapicie czytamy , iż Światowa Organizacja Zdrowia podaje, że 13% zgonów kobiet z powodów komplikacji położniczych jest spowodowanych przez aborcję wykonywaną nielegalnie lub/i w warunkach niezgodnych ze standardami medycznymi. W artykule próżno doszukiwać się listy oraz liczby powikłań powstałych w wyniku legalnych aborcji, mimo że również istnieją, jest to przecież zabieg inwazyjny, bez względu na to, jak zostanie przeprowadzony. Następnie czytamy, iż stan prawny, czyli istnienie prawnych ograniczeń lub ich brak, ma niewielki wpływ na liczbę dokonywanych aborcji. Chyba wtedy, gdy uwierzymy w mityczne liczby nielegalnych aborcji, wymyślane przez feministki. W innym przypadku zabija się u nas jednak dużo mniej dzieci, niż w krajach, gdzie zabójstwo dzieci przed narodzeniem jest całkiem legalne.

Podczas omawiania ustawy antyaborcyjnej i jej brzmienia twórcy hasła wspominają również „problem” klauzuli sumienia. Uzasadniają jej istnienie propagandą prowadzoną przez Kościół od lat 80. XX w. na rzecz przeciwdziałania przerywaniu ciąży, propagandy jednak nie zauważają w nieuzasadnionych wyliczeniach organizacji feministycznych, dotyczących liczby nielegalnych aborcji w Polsce, jak i również w innych działaniach, w których dąży się do legalizacji zabijania nienarodzonych na życzenie. Jak widać, dla naukowców PAN z propagandą mamy do czynienia tylko i wyłącznie z jednej strony.

Największą sieczkę znajdujemy jednak po wyjaśnieniu religijnych aspektów aborcji. Kolejny akapit zaczyna się zdaniem: Uzasadnienie prawa zakazującego aborcji możliwe jest tylko na gruncie religijnym. Po obu stronach sporu znajdują się ludzie, których sądy zależą od świeckiego bądź religijnego punktu widzenia. Ci, którzy wyznają poglądy świeckie, częstokroć bywają ludźmi wierzącymi, jednak nie zgadzają się z dogmatycznymi ustaleniami Kościoła dotyczącymi antykoncepcji i aborcji. Jest to zwyczajna manipulacja, mająca pokazać, że na aborcję nie zgadzają się tylko ci, którym to przeszkadza ze względów religijnych. Tymczasem przeciw zabijaniu nienarodzonych są również ateiści, agnostycy, a także ludzie innej wiary, którzy znają podstawy biologii, zwłaszcza embriologii na tyle, żeby zdawać sobie sprawę, że człowiek jest człowiekiem, bez względu na to czy się już urodził czy jeszcze nie. Nie sposób też zrozumieć wierzących, nie zgadzających się z dogmatem Kościoła wiedząc, iż popieranie aborcji jest grzechem, a czynny udział w działaniach skutkujących aborcją kończy się automatyczną ekskomuniką.

Z tego samego akapitu dowiadujemy się, że Grupa pro life nie może być uznana za stronę opowiadającą się za życiem w ogóle, lecz jedynie za życiem płodu, mimo że sami twórcy hasła przyznali, że możliwe jest ratowanie matki leczeniem, którego ceną może być śmierć dziecka. Mamy więc w tym dziwnym i nienaukowym podsumowaniu zaprzeczenie twierdzeniom przytoczonym wcześniej, które zostały poparte przypisami. Przejawem zupełnej ignorancji jest zdanie w ostatnich latach w Polsce okrutne przypadki dzieciobójstwa są być może społeczną odpowiedzią na zakaz aborcji. W jaki sposób autorzy doszli do wniosku, że zakaz zabijania niesie za sobą możliwość zabijania w inny sposób?

To niestety, tylko niektóre ze zdań, mające sprawić, że czytelnikowi aborcja będzie się jawić jako błogosławieństwo, na które nie zezwala głównie Kościół i fundamentaliści katoliccy. Przykre tylko, że z jakichś powodów pod takimi kłamstwami podpisała się Państwowa Akademia Nauk – stawia to pod znakiem zapytania wiarygodność tej instytucji.

Karolina Jurkowska – Fundacja Pro-Prawo do Życia, komórka Rumia