Na „Codzienniku feministycznym”, ultrafeministycznej stronie, pojawił się artykuł, którego autorka stara się podpowiedzieć, co zrobić gdy dziecko zapyta nas, czym jest aborcja.

Normalnie człowiek nie ma z tym żadnego problemu. Temat niewątpliwie jest trudny, ale wytłumaczenie, że aborcja jest zabiciem nienarodzonego człowieka, dostosowane do wieku, tak by dziecko zrozumiało, dla większości ludzi jest po prostu jednym z wielu pytań, na które prędzej czy później odpowiedzieć trzeba.

Przed niemałym problemem stają w takiej sytuacji aborcjonistki. Jak bowiem wytłumaczyć, że własna matka popiera dopuszczalność zamordowania brata lub siostry pytającego? Dlatego między innymi aborcjonistki walczą z plakatami antyaborcyjnymi, twierdząc że „zagrażają one dzieciom”. Ano, jeśli „zagrożeniem” jest fakt, że dzieci zobaczą iż aborcja to morderstwo, zagrożenie rzeczywiście występuje.

Pomysł Natalii Broniarczyk, autorki paszkwilu, przypomina receptę na węgiel w przypadku zaparcia. Twierdzi ona bowiem, iż dobrym tłumaczeniem jest: „Aborcja jest wtedy, gdy kobieta jest w ciąży i już nie chce w niej być. Polega na usunięciu płodu z macicy”. Płód zaś „to takie coś, co w trakcie ciąży staje się dzieckiem i rośnie w macicy”.

Dalej Natalia Broniarczyk twierdzi, że warto okłamać swoje dziecko, które widziało antyaborcyjne banery, twierdząc że przedstawiają one nieprawdę. Podaje też kilka innych tłumaczeń, które są jeszcze bardziej kuriozalne, niż usprawiedliwianie aborcji zbyt małym mieszkaniem. Niestety, autorka nie podaje recepty, co zrobić gdy dziecko poczuje się niechciane lub kochane „warunkowo”. Bo przecież gdyby pojawiło się nieco wcześniej albo z trisomią, nagle przestałoby być dla matki „ukochaną Wioletą” lub „wyczekiwanym Stefanem”, a byłoby „grupką komórek, która źle się rozwija” albo „ciążą do usunięcia”. Tego pani Natalia nie poruszyła. Czy kogoś to dziwi?

 

Karolina Jurkowska – wolontariuszka w Fundacji Pro-Prawo do Życia