Aborcjoniści chcąc za wszelką cenę zabronić pokazywania prawdy o aborcji, są zmuszeni obejrzeć i przeanalizować nasze plakaty „na wskroś”, aby znaleźć w nich coś, za co jeszcze mogą wytoczyć sprawę w sądzie. Tym razem pod lupę poszedł plakat z dzieckiem z in vitro pokazujący, że większość z nich ginie zamrożona w beczkach. Jako że te dzieci częściej cierpią na poważne wady genetyczne, częściej również się je abortuje.

Tym większą hipokryzją okazuje się być krzyk środowisk feministycznych w Kielcach, które nie mogą przeżyć rozstawionej na terenie kościoła wystawy antyaborcyjnej. Tam doniesienie złożyła aktywistka Małgorzata Marenin, niegdyś polityk z Ruchu Palikota, która przedtem udawała parafiankę zbierającą po mszy św. podpisy za usunięciem wystawy. Kobieta, firmująca swoim nazwiskiem kampanię „Zakaz aborcji zabija” z pornograficznym rysunkiem kobiety, dziś twierdzi, że plakat z dzieckiem z in vitro odbiera człowiekowi godność oraz jest instrukcją dla katolików, że powinno się je traktować gorzej.

– Dzieci z in vitro się kocha! Ale wy, pseudowyznawcy Boga tego nie wiecie! – krzyczy Małgorzata Marenin. Cieszy takie „nawrócenie” feministki. Czy równie gorliwie działaczka będzie walczyć o zakaz aborcji eugenicznej, który najczęściej takie dzieci dotyka? Czy będzie walczyć o przywrócenie do pracy prof. Bogdana Chazana, który uratował jedno z tych dzieci, nazwane przez bliskie pani Małgorzacie środowiska „potworkiem”?

Czy też będzie nadal krzyczeć, że dzieci z in vitro się kocha, po cichu dodając: „pod warunkiem, że są zdrowe”? A plakat informujący o tym, co powoduje dzisiejsza okrutna ustawa aborcyjna nazywać „instrukcją”?

Karolina Jurkowska – wolontariuszka w Fundacji Pro-Prawo do Życia