W sobotę, 12 marca, w Toruniu odbyła się licząca niespełna 100 osób Manifa organizowana przez zwolenników aborcji i anarchistów z „Antify”. Pojawiliśmy się i my, aby wraz ze wspierającymi nas narodowcami przeciwstawić się żądaniom prawa do bezkarnego mordowania najsłabszych oraz pokazać prawdziwe skutki aborcji, którą zebrani lewacy uważali za podstawowe prawo człowieka (sic!).

Od początku widać było u uczestników Manify ogromny strach przed pokazywaną przez nas prawdą. Ubrani w kominiarki anarchiści próbowali spychać i prowokować pro liferów oraz zasłaniać nasze banery czarnymi żaglami, w efekcie jednak zasłaniając jedynie własną demonstrację.

Bezradność i brak argumentów wobec prawdy o mordowaniu dzieci sprawiły, że członkowie Antify postanowili fizycznie zaatakować uczestników naszego zgromadzenia. Jeden z nich zaatakował naszych działaczy próbując równocześnie ukraść flagę „Narodowego Odrodzenia Polski”, a kilku innych zaczęło wyrywać nam baner. Nieszczęśliwie dla napastnika, głupie pomysły nie poszły w parze ze szczególnym szczęściem i bardzo niefortunnie wybrał cele ataku, co skończyło się jego bardzo szybką pacyfikacją. Jego koledzy z Antify, nie bez powodu określani mianem „sprintersów”, widząc jak poradziliśmy sobie z ich kolegą, postanowili (jak to mają w zwyczaju) salwować się ucieczką, przy okazji kradnąc jeden z naszych banerów. Po rozprawieniu się z anarchistą, naszych działaczy obskoczyli lewacy z Manify, którzy próbowali się z nami szarpać, co jednak po chwili zakończyła policja, zaalarmowana przez innych uczestników lewackiej manifestacji. Funkcjonariusze ewidentnie nie dali wiary członkowi Antify, który bliski płaczu opowiadał jak żeśmy go zaatakowali, rozwrzeszczanej organizatorce Manify i „przypadkowym świadkom”, którzy z pełną powagą deklarowali, że „Widzieli jak chłopak nas nie uderzył”. Spisali więc na wszelki wypadek wszystkich uczestników zajścia, po obu stronach. Po wszystkim zauważyliśmy grupę naszych działaczy, którzy ruszyli w pościg za złodziejami i teraz wracali z odzyskanym banerem. Wszyscy nasi działacze jak i sojusznicy zachowali zimną krew, dzięki czemu akcja zakończyła się bez strat w sprzęcie i bez jakichkolwiek ran, przynajmniej po naszej stronie.

Ta sytuacja pokazuje, że zwolennicy mordowania dzieci nie mają z nami szans nie tylko w starciach na siłę argumentów. Nie mam wątpliwości, że anarchistyczni zadymiarze zastanowią się dwa razy zanim znów spróbują podobnej akcji.
____________________________________
W serwisie Facebook pojawiło się już nagranie z zajścia (akcja od ok. 5:30)

Maciej Wiewiórka – Koordynator regionu Północ Fundacji Pro-Prawo do życia