W ostatnich latach w odpowiedzi na masowe akcje obrońców życia oraz kilka projektów obywatelskich zakazujących zabijania dzieci, środowiska feministyczne próbowały przygotować projekt konkurencyjne, aczkolwiek tylko raz udało im się zebrać wymaganą prawem ilość podpisów. Wówczas projekt zakładał zabijanie dzieci do 3 miesiąca ciąży na życzenie oraz zabijanie dzieci podejrzanych o chorobę do końca ciąży. Oczywiście przepadł bez śladu, bo społeczeństwo w Polsce w ogromnej większości popiera zakaz aborcji, a debata publiczna jest na temat tego, czy już wprowadzimy zakaz zabijania, czy jeszcze politycy muszą do tego dojrzeć.

Feministki muszą być więc całkowicie zdesperowane, skoro ich nowy projekt o przewrotnej nazwie „Ratujmy kobiety 2017”, pod którym rozpoczęły zbiórkę podpisów kilka dni temu oprócz standardowego postulatów zabijania dzieci na życzenie do 3 miesiąca ciąży oraz zabijania dzieci podejrzanych o chorobę do końca ciąży (!) zakłada również przymusowe przedstawianie dzieciom (od zerówki) treści seksualnych oraz sodomickich.

Feministki stwierdziły również, że są bezradne wobec skuteczności prowadzonej przez nas akcji Szpitale bez aborterów. Wielokrotne próby niszczenia naszego samochodu oklejonego antyaborcyjnymi plakatami, zaparkowanego pod szpitalem im. Orłowskiego w Warszawie, ataki na wolontariuszy przyniosły im efekt odwrotny od zamierzonego. Ponieważ nie posiadają żadnych argumentów, którymi mogłyby zbić prawdę, postanowiły prawdy … zakazać. Art. 12 przedstawionego przez nich projektu mówi: „ Zakazuje się umieszczania treści i organizowania zgromadzeń przeciwnych przepisom niniejszej ustawy w odległości mniejszej niż 100 m od podmiotów leczniczych, w szczególności szpitali ginekologicznych i położniczych (…).”

Ruchy feministyczne potwierdziły po raz kolejny nie tylko swoje mordercze zapędy. Tym razem stwierdziły też wprost, że tzw. wolność słowa kończy się tam, gdzie zaczyna się ich barbarzyńskie „widzimisię”.

 

Aleksandra Musiał – Fundacja Pro-Prawo do Życia